Trening z bólem vs kontuzja

W dzisiejszych 3groszach od 3athlete historia z życia wzięta, historia poparta moją własną kontuzją, która na 1,5 roku wykluczyła mnie z biegania (biegałam od 70 do 90 km w tygodniu, miałam na koncie już kilka biegów ultra, m. in. Bieg Rzeźnika).

Moja historia przytrafia się jakiemuś KOMUŚ każdego dnia i wcale nie trzeba spędzać 3 h dziennie na treningu aby ciało zastrajkowało. Wystarczy, że choć przez chwilę tracisz świadomość, że w życiu liczy się przede wszystkim równowaga, a Twoje mięśnie od razu dadzą Ci ten dysbalans odczuć.

W pierwszej fazie pojawia się ból, który jest przez nas niezauważony a dosadniej pisząc, zlekceważony, zbagatelizowany, przemilczany (tu jeszcze nie nazwiemy go urazem aby nie dotarło do nas, że o siebie nie dbamy). Tak jak z bólem można trenować i startować, to gdy pojawi się kontuzja, jako efekt naszej presji/ego, sytuacja się komplikuje. Im dalej w las tym ciemniej i idąc tym tropem, im więcej trenujemy, gdy nasze ciało jest w stanie permanentnego bólu, napięć, dysbalansu mięśniowego, tym bardziej możemy sobie zaszkodzić i na dłuższy czas zablokować nie tylko nasze treningi ale i same starty.

Kontuzja.

Czy warto czekać aż będzie bardzo mocno bolało?. Odpowiedź jest tylko jedna: nie warto!

Jak to było u mnie: 
Dużo treningów własnych i tych prowadzonych, sporo zawodów, powracający ból naprzemiennie w lędźwiach i na paśmie biodrowo-piszczelowym oraz standardowe kłucie w pośladku. Ale co? Ja nie dam rady? Przecież uwielbiam to co robię i robię to z własnej woli.
Tu naciśniemy, tu rozciągniemy, tu rozgrzejemy i będzie hmmm bolało mniej ale przecież nie ma sportu bez bólu mówili więc ciśniemy dalej!

Żadna z tych metod: rozluźnianie, kręgarz, tejpy, masaże nie rozwiązywały oczywiście problemu bo nadal nie było diagnozy a bez niej każde nasze działanie jest jak chodzenie we mgle. Problem bólowy nie znika z prostej przyczyny- nie znamy źródła a więc wszystko co zrobimy jest pomocą doraźną a nie leczeniem.

Bolało na zawodach, bolało gdy wstawałam rano z łóżka ale nawet przez chwilę nie myślałam o tym aby przestać. Byłam w tzw. gazie, zawody opłacone, cele na nowy rok wyznaczone, szczyt formy- tylko trenować ;-) No ale ten ból...  Aby o nim rozmawiać warto wiedzieć czym on jest i z czym się mierzymy.

Ból

Jest oznaką, że coś co robimy poszło nie tak i nasze ciało jak komputer pokładowy nas o tym informuje. Na początku delikatnie ale gdy bagatelizujemy znaki, zaczynamy dostawać coraz to mocniejsze sygnały. Gdy jesteśmy biegaczami to jest to "idealny" moment na zakup nowych butów, takich z lepszą amortyzacją (według nas najlepszy ale najbardziej mylny). Jak boli zaciskamy zęby aby dokończyć trening i nadal nie szukamy źródła bólu. Problem nie znika pomimo tego, że mamy fajne nowe buty, że poszliśmy na masaż, że trochę mniej trenujemy... Ból nam towarzyszy każdego dnia. raz boli mniej a raz bardziej ale z czasem, można powiedzieć, że się  do niego przyzwyczajamy. Koleżanki i koledzy mówią, że ich też boli a więc mamy wytłumaczenie dla naszego zaniedbania! Na modnych stronach sportowych czytamy "jak boli to rośnie" albo "musi boleć" oraz "poboli i przestanie". Jak mamy w otoczeniu jakiegos żartownisia to usłyszymy nawet, że "do wesela się zagoi". To wszystko sprawia, że godzimy się na dyskomfort i zbliżamy się do nieuknionego- wyłączenia nas z gry!

Bywa, że na chwilę odpuszczamy bo za mocno boli ale jak przestaje boleć wracamy jakby nic się nie stało. Nadal oczywiście nie wiemy co było powodem bólu, ale skoro on zniknął, to uznajemy że "nie było tematu". 


Co nam grozi gdy będziemy trenować z bólem.
Opcje są dwie, przy czym 1 daje początek 2.
1. Ból się nasili i utrudni trenowanie wpływając negatywnie na nasze ogólne funcjonowanie.
2. Doprowadzimy do momentu gdy nie będziemy mogli w ogóle trenować. Przerwa może być krótsza, dłuższa ale może nas na zawsze wykluczyć ze sportu.
Ciało w pewnym momencie odmówi posłuszeństwa i nie powinniśmy być tym wcale zaskoczeni (według zasady jest przyczyna - jest skutek).

Kiedy udać się do specjalisty.

Gdy problem bólowy:
- nie znika
- nasila się 
- stale nam towarzyszy. 
Dlaczego? Bo zdrowe i poprawnie funkcjonujące ciało nie ma prawa boleć a ból zawsze oznacza jego dysfunkcję.

Nie warto czekać aż samo minie, bo co jak nie minie?

Treningi są ważne, zawody są ważne, BA bardzo ważne, ale pamietajmy że nie przebiegniemy żadnego biegu, nie ukończymy żadnej rywalizacji gdy się rozsypiemy. Czasem trzeba wywrócić swoje sportowe plany do góry nogami (na czas diagnozowania i leczenia), aby móc cieszyć się aktywnym życiem do końca życia. Taki etap bez sportu będzie nie tylko naprawianiem się ale i sporą lekcją pokory, która w sporcie jest jednym z ważniejszych aspektów.

                                                                                    

Wszystkim sportowcom życzę zdrowia ale przede wszystkim zdrowego rozsądku w temacie dbania o ciało, bo gdyby nie ono co stanowiło by o tym że jesteśmy sportowcami?

 

Pozdrawiam,

Daria Kuza

 

 

 

2018/11/19 @ 15:41