Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana- rozmowa z Adrianem Wróblewskim

Adrian Wróblewski jest założycielem sklepu triathlonowego 3Athlete i centrum treningowego Bikecenter oraz organizatorem zawodów duathlonowych. Jeszcze kilka lat temu projektował kanalizacje w Norwegii. Obecnie tworzy miejsce, które będzie bez wątpienia triathlonowym rajem.

 

Jeszcze kilka lat temu nie było Cię w Polsce, a jedyne co miałeś wspólnego ze sportem to mecze w telewizji. Kim był tamten człowiek?

To był norweski troll, ważący sto kilo, jarający fajki i pijący piwo. W moim życiu praktycznie nie było ruchu, zero sportu. Na studiach dostałem ofertę pracy za granicą i wyjechałem. Projektowałem kanalizacje i wodociągi. Mało ciekawy i fajny zawód. Dopiero pięć lat temu w Norwegii zacząłem się ruszać.

Co Cię pchnęło do sportu? Miałeś taką przeszłość sportowca jak Rich Roll?

O nie! Jak byłem dzieciakiem to wychodziłem z założenia, że nie biegam. Nie chodzi tu tylko o wyczynowe bieganie, ale w ogóle. Jak brakowało mi dziesięć metrów do autobusu to nie podbiegałem. Wolałem żeby mi uciekł niż żebym musiał się wysilić. W końcu wpadłem na pomysł. Wrzucałem plecak przez otwarte drzwi i spokojnie podchodziłem. Jak już byłem starszy to moje podejście nieznacznie się zmieniło. W końcu po latach siedzenie na kanapie postanowiłem, że trzeba się ruszyć. Nie miałem jeszcze trzydziestki, a czułem się dwa razy starzej. Mieszkałem w Bergen na szlaku górskim. Zacząłem chodzić i biegać po górach. Podczas pobytu w Polsce, na biegu w Gdyni spotkałem znajomego. Zrobiliśmy zakład, że jeśli osiągniemy konkretny czas to wystartujemy w następnym roku w Gdyni na połówce.

I Triathlon spodobał Ci się do tego stopnia, że postanowiłeś otworzyć sklep, żeby mieć wszystkiego pod dostatkiem? Dlaczego?

Każdy ma z tyłu głowy jakieś marzenia. Kiedy pracowałem w domu, mimo że miałem wszystko, czegoś mi brakowało. Chciałem zostawić obecną pracę i otworzyć sklep. Ciężko się do czegoś takiego posunąć kiedy masz bezpieczną i dobrze płatną posadę. Ale pomyślałem, że kto nie ryzykuje ten nie ma.

To tak jak w sporcie.

Trochę tak. To jak z treningiem w beznadziejną pogodę. Na zewnątrz ściana deszczu i wiatr, a ty wychodzisz i mimo to biegniesz. Jest tragedia, ale kiedy go kończysz czujesz satysfakcję. I to nie tylko w sporcie czy biznesie. W życiu trzeba być upartym. Konsekwencją i uporem można dużo zdziałać.

Po sklepie założyłeś Bikecenter, kolejne spełnione marzenie?

To wszystko jest częścią dużego marzenia. Kiedyś znalazłem w Australii centrum treningowe, połączone ze sklepem i kawiarnią. Kiedy to zobaczyłem stwierdziłem, że chciałbym coś takiego zrobić.

I chyba powoli spełniasz to marzenie.

To prawda. Czasem można się umordować, ale wreszcie się udaje. We wrześniu przenosimy się ze wszystkim w jedno miejsce. W Gdańsku przy stacji PKM Brętowo otwieramy centrum na wzór australijskiego. W jednym miejscu będzie sklep, centrum treningowe i kawiarnia.

Spełniłeś marzenia. Teraz możesz spokojnie wrócić na kanapę. Zapadniesz w letarg czy masz kolejne marzenia do zrealizowania?

Nie tęsknię za kanapą, a pomysłów na dalszy rozwój są miliony. Na razie trzeba ogarnąć to co jest, a później ruszyć dalej. Spełnianie marzeń jest w tej działalności najlepsze. Na początku jest tylko praca, ale kiedy przychodzą efekty jest świetnie. Wiesz, że to co robisz ma sens. Trochę trzeba się umordować, ale naprawdę warto.

 Rozmawiał Dawid Dybuk

 

 

 

 

2016/06/01 @ 18:35