Col de 3Athlete - relacja z Duathlonu w Przywidzu

Każdy szanujący się kolarz wie czym i jak ciężkim podjazdem jest Col de Rates w hiszpańskich górach. Po Duathlonie w Przywidzu mamy swój polski odpowiednik. Col de 3Athlete, podjazdy o których po sobotnim wyścigu mówił każdy zawodnik.

W ostatni weekend przed majówką do Przywidza zjechało się ponad stu zawodników. Cel był jasny, jedyny Duathlon szosowy na Pomorzu. Na linii startu wśród profesjonalistów i doświadczonych zawodników, stanęło także wielu amatorów, których celem często było zmieszczenie się w limicie czasowym. Aby dodać im otuchy, popularny Wania przez mikrofon wspierał i komentował zmagania zawodników. Walka trwała do końca, mimo że wrażenia mogły być inne.

-Czuję się znakomicie, jak inaczej może czuć się zwycięzca. – mówi Maciej Kubiak- Trochę napędziły mi stracha skurcze przez, które musiałem na chwilę zatrzymać się na trasie. Mimo że metę przekroczyłem około dwie minuty przed drugim Tomkiem, cały czas czułem na plecach jego oddech. Z nim nigdy nic nie wiadomo. Jest jak robot, potrafi odpalić w najbardziej niespodziewanym momencie. Nie było dzisiaj Daniela Formelli, ale nie mogę mówić o niedosycie. Zobaczyłem, że jestem w gazie, a czas na rywalizację z najlepszymi przyjdzie za dwa tygodnie w Poznaniu na Champion Manie.

Tym co najbardziej zaskoczyło nie tylko amatorów, była trasa rowerowa. Wyraz swojemu zdziwieniu dali oni w rozmowach po zawodach, a także na facebook’u. Z górki zawodnicy dochodzili do prędkości 60km/h, ale w drugą stronę nie było tak kolorowo. Prędkość spadała czterokrotnie. Do tego zjazd kończył się ostrym zakrętem. Trasa jak z najlepszych kolarskich klasyków. Ci bardziej doświadczeni zawodnicy, jak zwyciężczyni wśród kobiet, mieli na to swoje sposoby.

-Czy było bardzo trudno nie wiem, to pewnie kwestia doświadczenia.- zaczyna Ola Sypniewska-Lewandowska.- Wiele razy startowałam w zawodach i znam swoje możliwości. Do takich tras trzeba podejść bardziej sprytem niż mocą. To jest trochę jak z jazdą samochodem, trzeba wiedzieć jakie przełożenia do jakich podjazdów i nachyleń dobierać. To się nazywa technika kolarstwa, jak jest ciężko to mała zębatka i wysoka kadencja. Ze startu jestem bardzo zadowolona, gdyż wracam po powrocie. W tym roku starty bardziej amatorsko i dla zabawy, a co będzie później zobaczymy.

Mimo jedenasto procentowych podjazdów, na twarzach zawodników malował się uśmiech. Wielu z nich zapewniało, że wrócą na kolejną imprezę zorganizowaną przez Adriana Wróblewskiego i ekipę 3athlete. Dało się słyszeć głosy, że po duathlonowej próbie, spróbują swoich sił także w triathlonie. Okazję do porozmawiania z triathlonistą mieliśmy na mecie długiego dystansu. O organizacji opowiadał w samych superlatywach.

-W tym roku wskoczyła mi kolejna kategoria, k45, więc motywacja do wygrywania z młodszymi jest jeszcze większa. – mówi czwarty Marcin Sobczak.-   Trasa była bardzo ciekawa i wymagająca. Szczególnie trzeba było przyłożyć się na rowerze, a podjazdy zrobiły swoje. Profil trasy biegowej wydawał się płaski, ale nie obyło się bez kilku podbiegów. Leśna nawierzchnia z piaskiem nie ułatwiała sprawy, ale to jest właśnie piękno tego sportu. Jestem zadowolony także ze swojego występu. Czwarte miejsce to co prawda najgorsze miejsce dla sportowca, ale w moim wieku takie rzeczy w OPEN rzadko się zdarzają, więc cieszę się jak najbardziej.

To jednak nie koniec emocji. Na jesień Adrian Wróblewski planuje kolejną edycję duathlonu. A nie jest tajemnicą, że po tak udanym debiucie, następne edycje mogą być już tylko lepsze. Zapraszamy do śledzenia nas na Facebook’u i do zobaczenia na jesieni.

Opracował Dawid Dybuk

2016/04/24 @ 10:58